środa, 2 października 2013

SS czyli San Sebastian

Długo nic nie zamieszczałam. Jakoś tak się ułożyło i splotło. Byliśmy kilka dni na północy (mojej ukochanej) i potem zajęło trochę przeselekcjonowanie zdjęć. Niech one więc opowiedzą jak było. Uprzedzam, że ich sporo, a i tak z trudem odrzuciłam wiele :)




























Jak widać mieliśmy i pogodę i nie. Bajeczne, puste lub prawie puste plaże (w BCN wciąż o takie trudno). Była i natura i architektura, spacery i zachody słońca...chwilo trwaj! 

Za to właśnie lubię robić zdjęcia...dla zatrzymania ulotności tego, co było...

czwartek, 29 sierpnia 2013

Street Art

Obiecałam sobie popstrykać "cudeńka" w okolicznych uliczkach. Jest ich tu sporo, szczególnie w dzielnicy, która zamieszkuję :) Grafiki, graffiti, itp. na roletach zamkniętych zakładów usługowych, na skrzynkach energetycznych, na drzwiczkach, drzwiach, budynkach...

Popatrzcie sami. Wszytko zrobione telefonem, przepuszczone przez Instagram. Ja jestem pod wrażeniem tego rodzaju upiększeń.















To tylko wycinek :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Major Fiesta de Gracia...

Tytułem wstępu...
W każdym hiszpańskim mieście fiest zawsze jest bez liku. Okazja zawsze się znajdzie :) Wiadomo. Wszak kraj to zabawę lubiący. Najgęściej jest w okresie letnim, bo pogoda, bo turyści... W Madrycie jedną z najsłynniejszych i największych była fiesta w dzielnicy La Latina - piękne centrum historyczne, serce stolicy. Tu taką gorącą fiestę organizuje się w dzielnicy Gracia. Obie są największe, trwają najdłużej (porównując do innych), bo około tygodnia i obie zawsze obejmują datę 15 sierpnia (dzień wolny od pracy).

Z największych różnic między jedną a drugą, to dekoracje (w Barcelonie są bardziej rozbuchane) oraz jedzenie (w Madrycie stoły uginają się od przesmacznych smakowitości na przyulicznych stoiskach). 

A podobieństwa...hałas, hałas, hałas, nieposzanowanie biednych mieszkańców w/w dzielnic, zabawa do białego rana (nie tylko w weekend), tańce na ulicach...czyli hulanki swawole bez limitu.

W Madrycie mieszkając na La Latinie uciekliśmy ze stolicy i na szczęście widzieliśmy i słyszeliśmy końcówkę ulicznych orgii. Tu ciekawość zwyciężyła, i...to był błąd. Nigdy więcej! Przyjść i pobawić się - super, ale mieszkać w tym tyglu - to nieporozumienie. Takie cuda, to chyba tylko w Hiszpanii. Nie sądzę, żeby wiele innych krajów bezkarnie organizowało tego typu fiesty w samym centrum gęsto zamieszkanych wąskich uliczek...ale dość gadania. Poniżej parę fot. Głównie ulicznych dekoracji.

Wielkie przygotowania do dekorowania:

Efekt końcowy:

Piękne detale:


Poniżej kilka udekorowanych balkonów (był organizowany konkurs na najlepszy):



 C.d. pomysłów na dekoracje ulic:

Literki:

Świat dinozaurów:




 Kosmos:

Farma:

Parasolki:

 Wenecja:



 Bardzo fajne widowisko i dość niebezpieczne. Na samej górze były dzieci.



Ulica nocą...dobrze, że nie słyszycie hałasu ani nie czujecie zapachu uryny...Dramat!

Wielkie codziennie mycie ulic:

Nagonka zniechęcająca turystów. Dla mnie zupełnie niezrozumiała, bowiem głównie bawili się Hiszpanie.

I tyle. Dodam, iż doświadczenia nie żałuję, ale i tak nigdy więcej! Czas złagodzi gwałt dokonany na moim narządzie słuchu, ale niezrozumienie organizowania tego typu przedsięwzięć przez tak długi okres czasu w samym centrum...to dla mnie totalne nieporozumienie.

Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...