poniedziałek, 3 marca 2014

Historia pewnej parasolki...

Ostatni tydzień karnawału jest obfity w imprezy. W sobotę był pochód tancerzy, bębniarzy i przebierańców, a dziś La Dulce Fiesta de Sant Medir. Cóż to? W dosłownym tłumaczeniu "słodkie święto", typowe dla dzielnicy Gracia, podczas której i dzieci i dorośli w bryczkach oraz konno rozrzucają w pochodzie tony cukierków. Zabawa trwa kilka godzin. Pochód przy akompaniamencie bębnów okrąża dzielnice kilka razy, a dzieci, dziadkowie, rodzice...zbierają w zapamiętaniu fruwające cukierki. Na koniec wędrują dumni ze swymi łupami, niejednokrotnie to całe opasłe reklamówki. Bardzo częstym akcesorium jest oczywista reklamówka, torba....oraz parasolka. Ta ostatnia jednak nie służy do osłony prze deszczem, ale...
popatrzcie sami :)
górna część wynalazku...

...i dolna

częściowe wypełnienie ...


...dzięki pomocnym przechodniom

i lot w górę...

Podobne parasolki widniały w tłumie...no cóż większe prawdopodobieństwo wyłapania znacznej ilości cukierkowych łupów :)



niedziela, 23 lutego 2014

Barceloneta

Niedziela.Więc ruszamy z domu. Coraz częściej na plażę. Dziś plaża Barceloneta. I ja tradycyjnie z aparatem. Oto kilka ujęć jak miejscowi i turyści spędzają tam czas.

generalnie leniwie...


pstrykając fotki...



 na golasa ...

 zbierając kamyczki, muszelki...

obserwując mewy...

Ciepło wysyłam wszystkim Zaglądającym!

poniedziałek, 10 lutego 2014

Plaża na zimno


Zimno tu bywa także. Mimo tego ludzi to nie odstrasza i wiodą życie w płaszcze okutani. A i psy mają swoje pięć minut na plaży i mogą hasać do woli, póki zimno i pochmurno.










 To lubię. Zawsze lubiłam, że Hiszpanie lubią być na zewnątrz.

Tryptyk z Raval

Na Raval, o którym już pisałam znajduje się Muzeum Sztuki Współczesnej. Jest to cały kompleks, po którym można pospacerować, pograć nawet w piłkę, kosza czy ping-ponga. Oczywiście nie zapominając o odwiedzeniu samego muzeum.

Znajduje się tam ściana, a na niej...


Widoczne wózki to dobytek bezdomnych, którzy niewątpliwie korzystają z przestrzeni muzeum, szczególnie nocą.


Ravalejar - to czasownik - żart. Nie istnieje formalnie w języku hiszpańskim, a oznacza mniej więcej wałęsanie się i spędzanie czasu na tej dzielnicy. Ja więc spokojnie mogę powiedzieć, że "ravalejarzę" dość często :)


Uwielbiam takie ściany - galerie. Uwielbiam obskurność Raval, multikulturowość i wspólną koegzystencja tamtejszych mieszkańców. Polecam niezmiennie odwiedzenie tej dzielnicy, jakby kto się wybierał z wizytą do Barcelony.

Pozdrawiam :)

niedziela, 2 lutego 2014

Niedzielne przedpołudnie..

Co niedzielę wędrujemy po dzielnicach miasta korzystając z postsobotniego  lenistwa mieszkańców i turystów. Głównie to Born, Raval, Gotico, Barceloneta, Port Vella. Jest to pora dla mnie najlepsza, bo spokojnie można poszwędać się po opustoszałych uliczkach bez potrzeby uprawiania slalomu giganta między ślamazarnymi przechodniami.

Dziś był Born, kawa i słońce.
 









Ostatni Pan osobiście ujął moje serce :) Zdecydowanie wie, jak, gdzie i w jakim stroju spędza się niedzielny poranek!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

styczeń na plaży

Tak...czasami pogoda nas rozpieszcza. Szczególnie teraz, kiedy w Polsce temperatury zdecydowanie są poniżej zera. Szczególnie teraz to doceniam. W porównaniu z Madrytem jest o niebo lepiej. Jest cieplej i słonecznie. Może to wyjątkowy rok,...ale ja się cieszę.

Tu parę fotek (przepuszczonych przez filtr) pstrykniętych w miniony weekend.





Gołe stopy, kurtki zwinięte w rulonik, twarze do słońca i pełne tarasy kawoszy. Znaleźli się też śmiałkowie kąpieli...ale to już chyba turyści z dalekiej północy albo morsy :)

niedziela, 29 grudnia 2013

Raval

Raval to jedna z dzielnic w centrum Barcelony po prawej stronie słynnej ulicy Las Ramblas, która prowadzi do portu. Przypomina mi trochę Lavapies w Madrycie.


Jest bardzo jakaś, ale nocą bym się tam nie zapuściła. Architektura nie tak urzekająca jak w innych dzielnicach (Gracia, Born, Gotico), ale klimatyczna. Często obdrapane budynki, nieodrestaurowane kamienice, klasyczne latarnie, sporo murali i graffiti. Dużo zakamarków, wąskie uliczki, place. Jej centralna część to La Rambla de Raval - szeroka ulica z dużym deptakiem, kawiarniami, ławeczkami i palmami. 
Co tam można znaleźć? - inny świat. Dużo tajemniczych typów, małych sklepików ze słodyczami arabskimi (pycha!), salonów fryzjerskich (głównie męskich), oczywiście masę sklepów sprzedaży i skupu telefonów komórkowych, butików z różnościami, warzywniaków prowadzonych przez Arabów itd., itp.

A na ulicach miejscowi mieszkańcy (często emigranci) i trochę turystów. Warto zapuścić się w małe, wąskie, nie zawsze pięknie pachnące i czyste uliczki. Nierzadko tamtejsza ludność z Indii czy krajów arabskich wędruje ulicami w strojach tradycyjnych dla swych regionów...jednym słowem jest egzotycznie!

Jest pewna ciekawa ulica Carrer d'En Robador z placem doń przylegającym. I jest to jedno z ciekawszych, szemranych miejsc na Raval, które poznałam. Plac zabaw, kawiarnie, grupki podejrzanych typów imających się niewiadomo czym, alfonsi i panie wykonujące najstarszy zawód świata (tylko przy tuszy). Wszystko to w jednym miejscu. Ciekawy tygiel, ale tylko za dnia. Nocą nie byłam i się nie wybieram :)

Jakby więc ktoś był w Barcelonie i chętny zboczyć z klasycznego turystycznego szlaku - polecam Raval!

A oto kilka ujęć:











Oto moja wersja Raval.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...