Pierwszy raz od baaardzo dawna udaliśmy się za granicę. Zwykle buszowaliśmy po obecnej naszej krainie, tudzież Portugalii....i nie żałujemy. Castellammare del Golfo na Sycylii było naszą destynacją.Gościnnie nas przyjęło i zachwyciło. Historia parowała z każdej uliczki i kamieniczki. Przepięknie położone, spokojne (wciąż przed sezonem) i malownicze. Zdecydowanie inne niż miasteczka hiszpańskie. Oto jego kilka ujęć.
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Włoskie wakacje...
poniedziałek, 3 marca 2014
Historia pewnej parasolki...
Ostatni tydzień karnawału jest obfity w imprezy. W sobotę był pochód tancerzy, bębniarzy i przebierańców, a dziś La Dulce Fiesta de Sant Medir. Cóż to? W dosłownym tłumaczeniu "słodkie święto", typowe dla dzielnicy Gracia, podczas której i dzieci i dorośli w bryczkach oraz konno rozrzucają w pochodzie tony cukierków. Zabawa trwa kilka godzin. Pochód przy akompaniamencie bębnów okrąża dzielnice kilka razy, a dzieci, dziadkowie, rodzice...zbierają w zapamiętaniu fruwające cukierki. Na koniec wędrują dumni ze swymi łupami, niejednokrotnie to całe opasłe reklamówki. Bardzo częstym akcesorium jest oczywista reklamówka, torba....oraz parasolka. Ta ostatnia jednak nie służy do osłony prze deszczem, ale...
popatrzcie sami :)
górna część wynalazku...
...i dolna
częściowe wypełnienie ...
...dzięki pomocnym przechodniom
i lot w górę...
Podobne parasolki widniały w tłumie...no cóż większe prawdopodobieństwo wyłapania znacznej ilości cukierkowych łupów :)
niedziela, 23 lutego 2014
Barceloneta
Niedziela.Więc ruszamy z domu. Coraz częściej na plażę. Dziś plaża Barceloneta. I ja tradycyjnie z aparatem. Oto kilka ujęć jak miejscowi i turyści spędzają tam czas.
generalnie leniwie...
pstrykając fotki...
na golasa ...
zbierając kamyczki, muszelki...
obserwując mewy...
Ciepło wysyłam wszystkim Zaglądającym!
poniedziałek, 10 lutego 2014
Plaża na zimno
Tryptyk z Raval
Na Raval, o którym już pisałam znajduje się Muzeum Sztuki Współczesnej. Jest to cały kompleks, po którym można pospacerować, pograć nawet w piłkę, kosza czy ping-ponga. Oczywiście nie zapominając o odwiedzeniu samego muzeum.
Znajduje się tam ściana, a na niej...
Widoczne wózki to dobytek bezdomnych, którzy niewątpliwie korzystają z przestrzeni muzeum, szczególnie nocą.
Ravalejar - to czasownik - żart. Nie istnieje formalnie w języku hiszpańskim, a oznacza mniej więcej wałęsanie się i spędzanie czasu na tej dzielnicy. Ja więc spokojnie mogę powiedzieć, że "ravalejarzę" dość często :)
Uwielbiam takie ściany - galerie. Uwielbiam obskurność Raval, multikulturowość i wspólną koegzystencja tamtejszych mieszkańców. Polecam niezmiennie odwiedzenie tej dzielnicy, jakby kto się wybierał z wizytą do Barcelony.
Pozdrawiam :)
Znajduje się tam ściana, a na niej...
Widoczne wózki to dobytek bezdomnych, którzy niewątpliwie korzystają z przestrzeni muzeum, szczególnie nocą.
Ravalejar - to czasownik - żart. Nie istnieje formalnie w języku hiszpańskim, a oznacza mniej więcej wałęsanie się i spędzanie czasu na tej dzielnicy. Ja więc spokojnie mogę powiedzieć, że "ravalejarzę" dość często :)
Uwielbiam takie ściany - galerie. Uwielbiam obskurność Raval, multikulturowość i wspólną koegzystencja tamtejszych mieszkańców. Polecam niezmiennie odwiedzenie tej dzielnicy, jakby kto się wybierał z wizytą do Barcelony.
Pozdrawiam :)
niedziela, 2 lutego 2014
Niedzielne przedpołudnie..
Co niedzielę wędrujemy po dzielnicach miasta korzystając z postsobotniego lenistwa mieszkańców i turystów. Głównie to Born, Raval, Gotico, Barceloneta, Port Vella. Jest to pora dla mnie najlepsza, bo spokojnie można poszwędać się po opustoszałych uliczkach bez potrzeby uprawiania slalomu giganta między ślamazarnymi przechodniami.

Ostatni Pan osobiście ujął moje serce :) Zdecydowanie wie, jak, gdzie i w jakim stroju spędza się niedzielny poranek!
poniedziałek, 27 stycznia 2014
styczeń na plaży
Tak...czasami pogoda nas rozpieszcza. Szczególnie teraz, kiedy w Polsce temperatury zdecydowanie są poniżej zera. Szczególnie teraz to doceniam. W porównaniu z Madrytem jest o niebo lepiej. Jest cieplej i słonecznie. Może to wyjątkowy rok,...ale ja się cieszę.
Tu parę fotek (przepuszczonych przez filtr) pstrykniętych w miniony weekend.
Gołe stopy, kurtki zwinięte w rulonik, twarze do słońca i pełne tarasy kawoszy. Znaleźli się też śmiałkowie kąpieli...ale to już chyba turyści z dalekiej północy albo morsy :)
Tu parę fotek (przepuszczonych przez filtr) pstrykniętych w miniony weekend.
Gołe stopy, kurtki zwinięte w rulonik, twarze do słońca i pełne tarasy kawoszy. Znaleźli się też śmiałkowie kąpieli...ale to już chyba turyści z dalekiej północy albo morsy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











