sobota, 14 lutego 2015

Conil de la Frontera czyli andaluzyjski raj nad oceanem

Po raz pierwszy w życiu odwiedziliśmy to samo miejsce.
Nie było ani tak samo, ani gorzej (czego na początku bardzo się obawiałam).

Po raz pierwszy za to doświadczyliśmy na własnej skórze wiatru levante (mimo, że oba wyjazdy miały miejsce na początku stycznia). Dla niewtajemniczonych wieje gorzej niż w kieleckim :)

Tym razem za to mieliśmy zdecydowanie lepszy widok z okna niż za pierwszym razem.


Było levante, ale byli też kitesurferzy.


Była ta sama mocna kawa, w tym samym uroczo obskurnym barze na plaży, serwowana przez tych samych beztroskich właścicieli.


Było moje ulubione wpatrywanie się w ocean i gapienie na plażowych "przechodniów" i wędkarzy.




Było to same bajeczne białe miasteczko. Puste, ciche, uśpione niczym królewna z bajki.

W sezonie ponoć żyć w Conil się nie da. Narzekali na lato, a szczególnie na sierpień nawet właściciele restauracji.


Była puste uliczki, zamknięte na cztery spusty wakacyjne bary i przyprószone kurzem butiki.


Była ta sama uchodząca do oceanu rzeka, olbrzymie plaże, i pasące się bydło.




Była niczym nie zagracona moja ukochana przestrzeń i niezmiennie piękne zachody słońca.



I był z nami ten sam Mały Podróżnik tyle, że za pierwszym razem grzecznie umoszczony pod moim serduchem.








wtorek, 6 stycznia 2015

Sitges...

Sitges

Przytulna, urocza miejscowość blisko lotniska i Barcelony. Wsiadasz w barceloński pociąg podmiejski, jedziesz ok. 40 minut i czujesz się jak na wakacjach. Za to je lubię. Inny świat!

Do tego wikipedia podaje kilka ciekawostek; jest to jedno z najbardziej przyjaznych gejom i lesbijkom miejsc na świecie, nazywane mini Ibizą i hiszpańskim Saint -Tropez. Ma ponoć 17 plaż (nie liczyłam) i jest ogólnie popularnym celem turystów. Nie dziwota, bo jest po prostu pięknym miejscem, ....ale jak dla mnie stokroć bardziej urokliwym poza sezonem, bo z dużo mniejszą populacją!


Tuż po wyjściu ze stacji wpadamy w slalom uroczych kamieniczek.

Prowadzą one oczywiście do morza.

A tam miejscowi i przyjezdni ładują baterie w słońcu. Jedni w okryciach...

...inni bez.


Jedni na plaży...



...inni na deptaku

lub w barze.

Jeszcze inni w muzeum Pałacu Maricel (główna atrakcja architektoniczna).

Podsumowując, każdy znajdzie tam coś dla siebie! A styczeń w takim słońcu i w takich okolicznościach przyrody to czysta przyjemność.

sobota, 27 grudnia 2014

grudniowe migawki...

Grudzień.
W pogodowym skrócie początek deszczowy, środek w kratkę, obecnie słońce i chłód.
Kilka słonecznych ujęć, żeby się zmusić do przełamania ciszy.
















Do następnego :)


czwartek, 10 lipca 2014

Mundaka, Kraj Basków

Ta, odkąd poznałam północ Hiszpanii zakochałam się bez pamięci. W tamtejszej zieleni, oceanie, architekturze, kuchni...

Mieliśmy ostatnio okazję znowu tam zawitać i był to ponowny strzał w dziesiątkę.

Popatrzcie sami.

malowniczy deptak...
panorama miasteczka...
 i magiczne uliczki...




bajeczny kościółek...

 oraz widoki z półwysepki, na której się znajduje...


wystarczająco duża, niezatłoczona plaża...


 niedaleko położona kapliczka, na którą wspiąć się to nie lada wyczyn!


 przyportowe foki...


przyportowe koty,


oraz starsi panowie w typowych dla tego regionu beretach...


i bez.

Czerwiec był bardzo dobrym terminem, bo nie był to jeszcze szczyt sezonu, choć w tamtym rejonie nigdy nie jest bardzo tłoczno. Już można było spokojnie plażować, ale jeszcze nie padać z powodu temperatur. Podsumowując tęskno mi już baaardzo!!

Udanych wakacji życzę :)





niedziela, 11 maja 2014

Szał pał czyli autostrada na plaży

Zdecydowanie sezon plażowania uznaję za rozpoczęty. Ble. Nigdy foką plażową nie byłam.
Wolę pustki i święty spokój, którego teraz na tutejszych plażach znaleźć nie sposób.


Co rusz przemieszczają się Panowie pokrzykujący "Mojito, bier, cold drinks...",


tudzież tajskie masażystki wciskające masaż, Panie wplatające "coś" we włosy oraz Panowie sprzedający pareo....i tak w kółko!


Na plaży ruch jak na autostradzie. Do tego należy dodać high season na kieszonkowców. 

Podsumowując, jak się komuś wydaje, że barcelońskie plaże są ok, to jest w błędzie...no chyba że człowiek położy się na własnej torbie, znieczuli się mojito (najlepiej niejednym) i włoży sobie w uszy słuchawki z szumem morza...inaczej go nie słychać.




wtorek, 22 kwietnia 2014

Włoskie wakacje... cz. 2

Oto i obiecane fotki miasteczka portowego.
Castellammare del Golfo jest położone między morzem a imponującymi wzgórzami. Dużo schodków, wąskich, pnących się to w górę, to w dół, jednokierunkowych uliczek. Jedna nieduża kamienista plaża w centrum oraz szeroka, piaszczysta 20 minut piechotą od centrum.
Port z restauracjami, mariną, rybakami i targiem rybnym... co tu dużo pisać. Popatrzcie sami.

Port

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...