wtorek, 13 sierpnia 2013

Pstryki architektoniczne :)

Testuję nowy obiektyw :) Odkurzam aparat i pstrykam. Poniższe ujęcia to głównie Gracia - dzielnica, w której mieszkam. Jest bardzo stara, gęsto zaludniona, ma przecudowne kamienice, mało placów zabaw dla dzieci i ...duszę :) Mam nadzieję, że część jej magicznej atmosfery udało mi się oddać i dzięki tym pstrykom ją poczujecie :)

 Plaza del Sol

 Cichy niedzielny poranek z odpoczywającym nie wiadomo po czym Panu Służb Jakichśtam :)

 Uliczki o poranku...tylko wtedy jest tu  pusto i cicho :)

 Kamienica na Plaza del Sol

 Starowinka, którą uwielbiam. Kamienica mega :)

 Uwielbiam takie tarasiki i te latarnie...ach...

 Trochę nowoczesności, troche staroświeckości...

 To kamienica Gaudiego. Jedna z wielu atrakcji turystycznych, jedna z wielu jego autorstwa.

 Takie zakamarki, tarasy i już wiszące, bądź właśnie rozwieszane pranie to widok klasyczny :)

 To leniwe popołudnie na dzielnicy el Poblenou nad morzem. Zawsze podobało mi się, że starszyzna także bardzo czynnie korzysta z takich miejscowych barów.

 El Poblenou - dzielnica (jak wspomniałam wyżej nadmorska). Dużo magazynów, starych kamienic. Misz-masz z interesującym klimatem.

Na koniec widok z mojego balkonu. Niestety zdjęcie nie jest najlepszej jakości, ale nie mogłam się powstrzymać...uwielbiam ten widok!

Chętnie usłyszę czy Wam się podoba :)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Alkoholowo...

Naszło mnie na wpis pisany. Lubię pisać, a dawno tu tego nie czyniłam.

Skąd tytuł? Może z tego, że weekend bliski, a w weekend wielu uracza się alkoholem...
Jeszcze z Barcelony doświadczeń nie mam, bo z Małą jest inaczej :) ale z madryckich doświadczeń powiem, iż hiszpańscy barmani alkoholu klientom nie żałują. Po pierwsze (mowa tu o drinkach) niezależnie od wyboru "bazy" drinka, masz trunków do wyboru, do koloru. Wiem, że i u nas w Polsce tak już bywa, ale ja na początku byłam zaskoczona. Jako fan ginu z tonikiem pijałam to co było (czasem do wyboru były dwa). Tu zaś jest ten wybór znacznie szerszy. Co mnie wprawiało w nie lada zakłopotanie, bo wiedzę w tej kwestii miałam dość ograniczoną :) Następnie barman niejednokrotnie przychodzi z wybraną butlą i leje bez żadnych miarek. Nierzadko tyle ile chcesz. Ty mówisz stop. Tonik stoi obok w butelce 0,33 i to klient decyduje jak go sobie do szklanki zmieści :) Nice! Dodam, iż cena niezależnie od ilości pozostaje niezmienna.

Za to kolega Hiszpan będący swego czasu na Socratesie w Poznaniu opowiadał kiedyś jak był straszliwie zaskoczony doświadczeniem nabytym w tamtejszych barach. Mianowicie przychodzi do baru, zamawia rum z colą (narodowy trunek Hiszpanii ;)) i ku swemu zdziwieniu przygląda się czynnościom barmana z narastającym przerażeniem! Najpierw malutka szklaneczka, potem doń kupa lodu, dalej miarka, w jego oczach, wielkości naparstka, i dalej dokładnie odmierzana jedna miarka rumu i dwie miarki coli. Mało ze stołka nie spadł. Postanowił jednak zadziałać i naiwnie spytał czy nie można by więcej rumu dolać. Reakcja barmana była rzeczowa. Owszem za podwójną cenę :)

Hehe od tamtej pory kolega Hiszpan nauczył się dwóch praktycznych słów używanych w barach. "Dwa piwa". Bo bardziej ekonomiczne, mocniejsze niż hiszpańskie i większe (tu raczej pija się canie czyli 0,2). I od tamtej pory w poznańskich barach raczej trzymał się wyuczonego zdania :D

Co kraj, to obyczaj!

czwartek, 25 lipca 2013

Znaki drogowe w innej odsłonie :)

Gracia to dzielnica, w której mieszkam w BCN. Jest specyficzna i jedyna w swoim rodzaju. Przypomina mi madrycką Malasane, choć w tej ostatniej tylko bywałam, a nie mieszkałam. W skrócie Gracia jest wolna od zalewu turystycznego, ponieważ jest oddalona od morza na tyle, żeby nie być tak atrakcyjną, ale jej klimat rekompensuje ową niedogodność :)
Mieszka tu sporo emigrantów takich jak my, ale jest też dużo mieszkańców rdzennych. W wyniku tej mieszanki czuję się tu bardzo dobrze. A wizualnie...wąskie uliczki, piękne kamienice, pełne osobliwego klimatu place...
Sporo tu restauracji wszelkiej maści, bardzo dużo oryginalnych butików i sklepów z dziwnymi (niejednokrotnie) akcesoriami, bez liku sklepów ekologicznych i dużo kawiarni, barów. Są dwa targi nie tak duże jak ten przesławny Mercado de la Boqeria przy ulicy La Rambla, ale w niczym mu nie ustępują :) 
Podsumowując, o dzielnicy Gracia mówi się, że kto tu raz zamieszka, nie chce się wyprowadzać. Póki co tak mam i ja :)
Wady swoje oczywiście ma, ale o nich nie dziś.

Poniżej niebanalne potraktowanie znaków drogowych przez tutejszych bądź nietutejszych (tego nie wiem) "artystów" :) Ja jestem nimi zauroczona!








I co sądzicie? :) Pozdrawiam!

czwartek, 18 lipca 2013

Ulice BCN okiem Instagrama

Niestety jestem za leniwa żeby w taką pogodę chodzić z prawdziwym aparatem, więc pstrykam jakieś ujęcia telefonem. Jakość nie jest fajna, ale oto mała zajawka zdjęciowa.

A w Barcelonie póki co ciepło, palmiasto i w samym centrum nieznośnie tłoczno! Wkrótce zmobilizuję się może do bardziej ambitnych zdjęć :)

 To jedno z moich pierwszych ujęć po przyjeździe :) Plac niedaleko domu na ulicy Gran de Gracia :) Palmy, to generalnie widok powszechny. W Madrycie ich ilość jest znacznie mniejsza...ale to nie powinno dziwić - inny klimat.
 Port Vella na końcu jednej z najbardziej znanych ulic Barcelony- La Rambla. Tu, jak i w całym centrum radzę uważać na torebki i kieszenie.
 Jedna z uliczek prowadzących do Katedry Maria del Mar (wieżyczka słabo rysuje się na końcu zdjęcia)

 Plac Królewski. Robi wrażenie. Palmiasty totalnie :) Plus urocze arkady.


 Niestety nie pamiętam nazwy tego kościoła, ale zapadł mi bardzo w pamięć i kilka lat temu i teraz. Ciężko było go objąć, bo gmach jest spory, więc tu fragment z palmami :) A że w nim to dają posiłki dla bezdomnych, siedzi tam ich niestety spora masa ( mówią także w znajomym języku). Ma w sobie urok to miejsce. Przynajmniej dla mnie, ale czasem lepiej skupić się na wizji niż powonieniu, bo zapachy bywają nieprzyjemne:/

 Trafiłam cudem jednego wieczora na puste uliczki...no cóż jak świat światem wielu turystów chodzi utartymi ścieżkami, a czasem warto dać się ponieść, skręcić i zagubić...można wtedy poczuć inne miasto, w tym wypadku inną BCN.
Tu kolejne ujęcie "zgubienia" się. Jest to ścisłe centrum zwykle bardzo tłoczne...szczególnie w okresie letnim.

Tu juz całkiem samotna nie byłam, ponieważ jest to część popularnej ścieżki turystycznej :) Wszystko kręci się wokół Katedry.

I tu jeszcze jedno "zagubione" :) Już nie mogę się doczekać zimy albo późnej jesieni, gdzie wyobrażam sobie pustki i zupełnie inny klimat...ale czas pokaże jak będzie.

 Barceloneta. Dzielnica słabo przeze mnie poznana. Dochodząca do plaż. Jest na pewno jedyna w swoim rodzaju, bo ma się wrażenie jakby tam zatrzymał się czas...a mimo to jest sporo wracających albo podążających w stronę morza turystów...nie pasują tam zdecydowanie.

 Ulica równoległa do Portu Vella z widokiem na pomnik Krzysztofa Kolumba.


Jeden z moich najukochańszych placów w mojej dzielnicy - Gracia. Kościół, drzewa, przecudne kamieniczki i ludzie popijający kawę lub wino/piwo... Niby nic, a uwielbiam.


No i tu moje zapędy fotografowania ludzi...taki mały wycinek mody ulic BCN ;) - para była bodajże ze Skandynawii.

I to na tyle :) Pozdrawiam moją W(i)erną Czytelniczkę ;)

wtorek, 2 lipca 2013

Ku pamięci - Park Retiro

Dawno tu nie zaglądałam. Od 3 tygodni mieszkamy już w Barcelonie. O tym mieście i jego miejscach i zwyczajach, mam nadzieję wkrótce. Póki co stare odgrzebane foty z tegorocznej wiosny w parku Retiro. To  piękny, duży, zadbany park w samym centrum Madrytu. Oto jak spędzają w nim czas Madrytczycy :)


Urocza para celebrująca winem (niejednym) piękny dzień :)


Starszy jegomość kontemplujący


Młodzi fani futbolu :)


Turyści


Młodzież na sportowo


Młodzież na niesportowo :)


Para z aparatem :)


Para w wersji lajt


Para w wersji mniej lajt


Para w wersji hardcore :) Takich obścisków jest, a raczej było w parku zawsze na pęczki :)


Pan zaopatrujący w chłodne piwko z reklamówki (takich Panów napotkasz zawsze, gdy zajdzie potrzeba ;))


Pan Muzyk (zawsze ich od groma i trochę, ale ten grał wyjątkowo ładnie, dlatego go uwieczniłam)


Rodzina


Rodzina - moja :)

niedziela, 19 maja 2013

Anomalie!

Ta..., madrycka końcówka, a pogoda szaleje, kaprysi, zaskakuje, przeraża, w proch i pył obraca wszystkie plany, podboje okolic, nawet spacer po ulicy obok niweczy, niszczy, psuje...
Ech zamiast wycieczek, ostatnich fot pożegnalnych, czułych spojrzeń na miejsca drogie sercu, jest totalna masakra...że tak po naszemu klasycznie na pogodę ponarzekam.
Z drugiej strony skoro się lubi narzekać, to chyba lepiej na pogodę, niż na...co innego. Zobaczymy co innego nowe przyniesie... Może większa determinacja zdjęć robienia,a w szczególności ich przeglądania i obrabiania...bo słowo pisane bez wizji jakoś chyba nie tako...zobaczymy.

A tu instagramowe dowody chronologicznie udokumentowanej anomalii totalnej :/ Mix kwietniowo - majowy. Dziś jest jak na ostatnich fotach :/ 12 na plusie :/

Najpierw temperaturowy szok/skok!

 ..taras poszedł w ruch i podziwy zmierzchów w krótkim rękawie...

...baletki i sandały na stopach i nie już się znajdowały...

...gdy nagle przyszło oto to!

I tak dzień za dniem, na przemian szaro-buro...

..z gradobiciem włącznie !! :/

..i totalnym zanikiem słońca :/
Dziś jest podobnie jak na załączonych obrazkach :/ plus wiatr i nadchodząca burza!!! ???

Pozdrowienia ze słonecznej  Hiszpanii :/

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rascafria czyli wypad pod stolicę...

Zdaje się, iż nasz pobyt w stolicy dobiega końca. Przenosiny niedługo, więc postanowiliśmy powycieczkować w okolicach jak za naszych tu początków.

Okolice Madrytu bowiem sporo oferują. Tym razem próbuję zdjęciami nieco oddać :P
Taka nasza pierwszowiosenna, spontaniczna wycieczka. Jeszcze tak zielono jak w M. tam nie jest, za to śnieg i żar, i strumyk, i góry (bo M. pomiędzy górami położony i dość wysoko) i miły odskok od miejskiego gwaru...słowem fajnie było.

Nie byliśmy oczywiście jedyni. Hiszpańska bowiem nacja lubi piknikować i podróżować po swojej krainie, więc i tam natykaliśmy się na gromady wsuwające pyszności przygotowane specjalnie na tę okazję, grające w piłę i leniące się na trawie.

My z wyprawy przywieźliśmy łyk świeżego powietrza i czerwone karczycha :)









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...