środa, 13 lipca 2016

Balkony Barcelony...

Dziś dam ujście małej fascynacji barcelońskimi balkonami.
Służą nie tylko do wieszania prania i nań przesiadywania.

Popatrzcie sami.

















Mural na ostatnim zdjęciu już nie istnieje, poza tym w każdej dzielnicy i na każdej niemal ulicy można pozachwycać się tutejszymi balkonami.

Nie zapomnijcie o nich, jak już tu będziecie.

piątek, 8 lipca 2016

Azory vol. 3 ...miasta i miasteczka...

Między oceanem a oceanem czarno-białe, puste miasteczka. 
Maj na Sao Miguel to wciąż miesiąc turystycznie martwy. 
Tylko my, pochowani miejscowi i kilku wędrowców nam podobnych. I dobrze. 


czwartek, 7 lipca 2016

Azorska natura...vol. 2

Była dzicz, gorące źródła, plaże, klify, pola i lasy... Można wędrować, moczyć się, pływać, surfować, oglądać wieloryby (nie zdecydowaliśmy się, za długi rejs ok. 4h), wszędzie pasące się krowy, wspinać się, piknikować, zwiedzać...słowem Azory dają duże pole do popisu. Do tego turystów brak, czyli same plusy ;)

jedyna w Europie plantacja herbaty

poniedziałek, 4 lipca 2016

Ribeira Grande czyli Azory vol. 1

Lubię Portugalię. Piszę tu o tym nie pierwszy raz. Od dawna marzyła mi się Madera, na której jeszcze nie byłam, ale po drodze dość spontanicznie i zaskakująco wyskoczył pomysł i okazja Azorów. Tak właśnie niechcący spełniło się moje małe podróżnicze marzenie. W maju pojechaliśmy na Sao Miguel.

Azory to archipelag portugalskich wysp na Oceanie Atlantyckim. Jest ich w sumie 9.
My byliśmy na największej, Sao Miguel. Jest tam sporo do zobaczenia, ale jako zajawkę póki co pokażę Wam naszą małą miejscowość.

Z jednej strony wzgórza, na których w większości pasły się krowy i rosły zboża.

wtorek, 28 czerwca 2016

Porto

Pierwszy raz odwiedziłam Porto w listopadzie. W słońcu. Zakochałam się.
Drugi raz odwiedziłam Porto w maju. W deszczu. Oczarowanie absolutnie pozostało.

Oto spora dawka zdjęć w sepii.
Kto dotrwa do końca, niech da znać :)


środa, 30 marca 2016

Isla Graciosa

Wreszcie święta się skończyły i czas wracać do poprzedniego rytmu!
Wracam do codzienności z radością, ponieważ nie jestem fanem świąt, może z wyjątkiem Bożego Narodzenia..., ale nie o świętach ja tu będę Wam pleść, lecz o malutkiej wysepce rzut beretem od Lanzarote. Obiecana wisienka na torcie.

Na imię jej Graciosa. Isla Graciosa.

Dostać się tam można promem z miejscowości Orzola (północno-wschodni kraniec Lanzarote), a dalej na piechotę lub rowerem. My niestety nie zobaczyliśmy najpiękniejszych plaż na północy wyspy, ponieważ rowery nie miały fotelika dla dzieci, a Młoda nie dałaby rady wędrować ok. godziny w jedną stronę,...zostaliśmy więc niedaleko portu. Ja żałowałam wielce, ale i tak to jeden z najpiękniejszych zakątków jakie dotąd widziałam. Dziko i pięknie. Uczucie jakby się było na końcu świata - bezcenne. Sama wyspa ma ok. 600/700 mieszkańców i dwie miejscowości. Tam czas stoi w miejscu. Jak lubicie takie klimaty - polecam gorąco! 



 jedno z niewielu terenowych aut na wyspie





Do obiadu słońce nas rozpieszczało, miękki piasek pieścił stopy, a widoki koiły...

...po obiedzie jednak słońce schowało się za chmury i krajobraz zmienił się nie do poznania. Graciosa pokazała nam swoje mroczne oblicze. Bardziej przypominało to surową Norwegię niż cieplutką wyspę kanaryjską, co podobało mi się jeszcze bardziej, burzy jednak tam bym przeżyć nie chciała :)




Ot i tyle kanaryjskich opowieści.
Czy Wy juz macie plany wakacyjne? Jakie kierunki Wam się marzą?

Pozdrawiam ciepło! :*

wtorek, 15 marca 2016

Punta Mujeres

Zapraszam na kolejną odsłonę Lanzarote.

Tym razem czarno-biała sesja z miasteczka Punta Mujeres. 
Miejscowość zauroczyła nas od razu. Prawdziwa, senna, trochę mroczna, pusta...
Tu właśnie w niepozornym barze przy plaży po raz pierwszy bardzo smacznie zjedliśmy. I to tu powinniśmy byli zamieszkać :)

Mniej więcej od tej miejscowości Lanzarote nabiera innego wymiaru, innego koloru, innego zapachu. Niby ta sama, a inna. Przynajmniej dla mnie. Lawa z  (oddalonego od morza o ok. 8 km) wulkanu Corona spływa do samego morza, więc piaszczystych plaż tu nie znajdziecie. Nieco wyżej za to intensywnie zielone rośliny bujnie porastające jałową ziemię po horyzont. Korzystnie wpływa to na krajobraz, zmiękcza widok surowej lawy i nadaje okolicy kojącej barwy.
Do tego klimat miasteczka...nie do uchwycenia. Trzeba poczuć! Z pewnością w sezonie jest inaczej, gorzej? lepiej? tego nie wiem, ale cieszę się, że zasmakowałam tej części wyspy bez udziału masy turystów.

Zostawiam Was teraz ze zdjęciami.













I tym autoportretem się żegnam.
Wkrótce obiecana wisienka na torcie.
Dajcie znać, jeśli tu jesteście. Do następnego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...