środa, 9 czerwca 2021

Azenhas do Mar czyli Portugalii c.d.

No to jedziemy z tą Portugalią dalej!

Po kilkudniowym pobycie w Lizbonie, udaliśmy się na wybrzeże, a ściślej do malutkiej miejscowości o pięknie wymawianej nazwie Azenhas do Mar.

Doświadczyliśmy tam niezłego spectrum pogodowego, od słońca i gorąca, po niesamowitą mgłę, która przywitała nas w Halloween.

Co ciekawe nie obchodzi się tu Halloween, za to dnia następnego, czyli 1 listopada celebruje się zbieranie ciasta, słodyczy.  Miejscowe dzieci biegały od samego rana po sklepach, restauracjach, domach i innych przybytkach krzycząc "Pao do Deus", za co otrzymywały smakołyki. Nasze dziecko także się skorzystało. Do poznania genezy i detali świętowania w taki sposób odsyłam do czeluści Internetu :) Ja trochę tego nie rozumiem.

A teraz kilka ujęć z uroczej i bardzo niedużej miejscowości Azenhas do Mar.

poniedziałek, 17 maja 2021

Pierwszy dzień wiosny 2021 roku!

 Kantabria jest tak mała, że w jakieś pół godziny do 45 minut znad oceanu można przenieść się w góry. Totalnie inny krajobraz, całkowicie inna pogoda.

Skorzystaliśmy z tego przywileju pierwszego dnia wiosny. Kiedy u nas (przy morzu) było chmurno, szaro i ponuro, uciekliśmy w góry w poszukiwaniu śniegu.

I znaleźliśmy!

Nad stacją narciarską Alto Campo.

czwartek, 25 marca 2021

Cascais

    Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami był sobie wyjazd do Portugalii. To był nasz ostatni, przedpandemiczny wypad zagraniczny. Kiedy to było? 

Ano na przełomie października i listopada 2019 roku! Szok! Sto lat temu, ale wracam, żeby mieć tu wszystko...

Po Lizbonie (wpisy tu i tu) oraz po Sintrze, zapraszam Państwa do Cascais. 

Poniżej najbardziej chyba emblematyczny plac miasteczka z Ratuszem i widokiem na miejską plażę.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Valles Pasiegos

 Dobry wieczór po przerwie. Po dłuuuugiej przerwie.

Na komputerze czeka na mnie milion zdjęć, ale z motywacją jakoś krucho. 

Od prawie roku (odkąd jest z nami Covid ) niewiele podróżujemy. A to granice zamknięte, to obowiązkowa kwarantanna po przylocie albo zamknięci jesteśmy my w Santanderze bądź obowiązuje zakaz opuszczania Kantabrii. 

Dlatego zanim odkopię zaległe i stare zdjęcia, chciałam zamieścić bardzo świeżą serię zdjęć z półdniowego wypadu niedaleko domu (Santander).

W ostatni piątek stycznia bowiem pojechałam odwiedzić koleżanki domek. Z koleżanką oczywiście.

To domek w rejonie Kantabrii oddalony od jej stolicy (Santander) jakieś 40-45 minut autem. 

Nazywa się Valles Pasiegos. Położony jest pomiędzy trzema rzekami: Pas, Pisueña i Miera. To wiecznie zielony region wzgórz i dolin, małych domków, pasterzy, pasących się krów, koni i owiec. To miękkie, pluszowe pagórki, pośród których  można odciąć się od miejskiego pędu i zgiełku. Jest rajsko.

Tutejsza, hiszpańska nazwa na w/w domek to cabaña, czyli domek pasterski. Zakupili go niedawno z mężem i remontują z przeznaczeniem na domek letniskowy. Po pierwszym zamknięciu wielu tutejeszych "mieszczuchów" zdecydowało się na zakup takiego domku. Fajne jest to, że nie można z nim nic zrobić, prócz remontu. Raj wiejski jest chroniony prawem przez zalewem miejskości.

Byłam tam więc zaledwie kilka godzin, nieco pomogłam i obfotografowałam widoki z ich działki. Fajnie tam mają, oj fajnie. Popatrzcie sami.

środa, 11 listopada 2020

Sintra

 Sintra to miasteczko położone niedaleko Lizbony, które ma tyle atrakcji, że naprawdę żal byłoby się tam nie wybrać. 

Jedną z największych chyba i najbardziej znanych atrakcji jest Palacio de Pena,... ale nie tylko!!

środa, 22 lipca 2020

Lisbon story...

Dawno, dawno temu wyruszyliśmy po raz pierwszy do Portugalii, w październiku 2010 roku!

Był to nieskończenie szalony i krótki wyjazd (zdaje się 4 dniowy). Towarzyszył nam nasz pies Paskal i wierny Picasso (nasz ówczesny samochód).

Zadekowaliśmy się w hotelu na obrzeżach Cascais przy boskiej plaży: Praia de Guincho (widziałam wiele plaż i możecie mi wierzyć, że to jedna z piękniejszych!).

Odwiedziliśmy wtedy Lizbonę, Sintrę i Cascais oczywiście...
...ale dziś nie o tamtym wyjeździe, lecz o całkiem niedawnym. Tym razem trasę powieliliśmy, lecz zmieniliśmy skład (pies został w hotelu, a na jego miejsce wskoczyło dziecko :)) i wydłużyliśmy pobyt.

Lizbona była pierwszym przystankiem.
Przełom października/listopada to dobry wybór na wizytę. Pogoda git, turystów mało, czuć ducha miasta. Spróbuję go Wam pokazać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...